niedziela, 11 września 2011

"Kocia kołyska" Kurt Vonnegut



Czy zna Pan przemówienie, jakie ojciec wygłosił po otrzymaniu Nagrody Nobla?

<< Panie i panowie. Stoję teraz przed wami dlatego, że nigdy nie przestałem wałkonić się beztrosko niczym ośmiolatek w drodze do szkoły w wiosenny poranek. Pierwsza lepsza rzecz może sprawić, że zatrzymam się, popatrzę zdziwiony i czasem czegoś się dowiem. Jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem. Dziękuję. >>

mmm

Jeśli chcesz wiedzieć, co to granfalon
Spróbuj obrać ze skórki bańkę mydlaną

mmm

Aż kiedyś ten szalony świat dobiegnie kresu i na koniec
Bóg poodbiera nam zabawki, które były nam pożyczone,
I jeśli wtedy, w owym dniu, urągać Bogu zechcesz,
Bluźnij, przeklinaj, rób, co chcesz- On tylko się uśmiechnie

mmm

Trzymajcie się z dala od człowieka, który pracował w pocie czoła nad rozwiązaniem jakiejś zagadki, rozwiązał ją i stwierdził, że nie jest mądrzejszy niż przedtem. Przepełnia go bowiem mordercza pogarda do ludzi, którzy są równie głupi jak on, ale nie doszli do swojej głupoty równie ciężką pracą.

mmm

Zacznijmy nasze państwo od zorganizowania sieci domów towarowych, sieci sklepów spożywczych, sieci komór gazowych i ustalenia, co będzie naszym sportem narodowym. Potem możemy przystąpić do pisania konstytucji. 


tramwaj/ przerwa w pracy przy jedzeniu/ w biegu/ w przelocie/ w wannie

czwartek, 18 sierpnia 2011

"Śniadanie u Tiffany'ego" Truman Capote



Wciąż tuliła do siebie kota.
- Biedny przybłęda- powiedziała, głaszcząc go po łebku.- Biedny bezimienny przybłęda. To trochę uciążliwe, że nie ma imienia. Ale nie mam prawa dawać mu imienia, musi poczekać, aż będzie do kogoś należał. My dwoje po prostu spotkaliśmy się kiedyś nad rzeką i wcale do siebie nie należymy. On jest zupełnie niezależny i ja też. Nie chcę niczego mieć, dopóki nie znajdę takiego miejsca, w którym ja i otoczenie będziemy do siebie pasować. Nie wiem jeszcze, gdzie to jest, ale wiem, jak tam będzie.

(...)

Holly wysiadła z samochodu. Wzięła z sobą kota. Przytuliła go mocno, podrapała po łebku i zapytała:
- I jak ci się podoba? To chyba dobre miejsce dla takiego twardziela jak ty. Kubły na śmieci. Mnóstwo szczurów. Stada dzikich kotów do towarzystwa. No to spadaj- z tymi słowami postawiła go na ziemi. Nie ruszył się z miejsca, podniósł tylko swój chuligański pyszczek i spojrzał na nią pytająco żółtymi ślepiami pirata. - Powiedziałam wynocha!- Kot otarł się o jej nogę. - Spieprzaj!- krzyknęła, po czym wskoczyła z powrotem do auta, zatrzasnęła drzwi i rzuciła w stronę kierowcy- Jedziemy. Jedziemy. Jedziemy!
Byłem w szoku. (...)
- Mówiłam ci przecież. Wpadliśmy kiedyś na siebie nad rzeką, to wszystko. Oboje jesteśmy niezależni. Nigdy sobie niczego nie obiecywaliśmy. Nigdy nie...- tu jej głos się załamał, a pobladłą twarz nagle przeszył bolesny skurcz. Samochód stanął na światłach. Otwarła drzwi i zawróciła biegiem. Biegłem tuż za nią.
Jednakże kota nie było już na rogu, gdzie go zostawiliśmy. (...)
- O Jezu słodki. Należeliśmy do siebie. Był mój.
Obiecałem jej, że wrócę tu i odnajdę kota. (...)
Uśmiechnęła się nowym, smutnym i bladym uśmiechem.
- A co ze mną?- zapytała szeptem i znów zadrżała.- Strasznie się boję, skarbie. Wreszcie mnie to dopadło. Bo teraz wiem, że tak już może zostać i nigdy nie będę wiedziała, że coś jest moje, dopóki tego nie wyrzucę.

QQQ

- Chyba jestem szaleńczo zakochana. Widziałaś nas razem? Myślisz, że jestem szaleńczo zakochana?
- No cóż. Gryzie?
- Gryzie?
- Czy gryzie ciebie? W łóżku.
- Ależ skąd. A powinien?- Dodała konfidencjonalnie- Ale się śmieje.
- To dobrze. O to właśnie chodzi. Lubię jak facet widzi w tym coś zabawnego, większość tylko sapie i dyszy.

QQQ

- Nie wolno kochać dzikich zwierząt, panie Bell.- poradziła Holly. Doc popełnił ten błąd. Zawsze znosił do domu dzikie zwierzęta. Jastrzębia ze złamanym skrzydłem. Albo kiedyś nawet dorosłego rysia ze złamaną łapą. Ale nie można oddawać serca dzikim stworzeniom: im bardziej się je kocha, tym silniejsze się stają. Mają siłę, żeby uciec do lasu. Albo polecieć na wyższe drzewo. A wreszcie wzlatują pod niebo. Tak to się kończy, panie Bell. Jeżeli pokocha pan dzikie stworzenie, już zawsze będzie się pan wpatrywał w niebo.

QQQ

Każdy ma prawo do miłości. Jestem za tym całym sercem. Zwłaszcza, że teraz już dość dobrze wiem, co to jest miłość. Bo naprawdę kocham Jose. Jest serdeczny, potrafi mnie rozśmieszyć i wyrwać z dołów. W sumie nieczęsto mi się już teraz zdarzają, tylko raz na jakiś czas, ale nawet wtedy nie muszę łykać Seconalu ani wlec się do Tiffany'ego, wystarczy, że zaniosę jego garnitur do pralni albo zrobię nadziewane grzyby i czuję się świetnie, po prostu doskonale. Wyrzuciłam też wszystkie horoskopy. Wydałam chyba po dolarze na każdą cholerną gwiazdę w tym cholernym planetarium. To zabrzmi strasznie drętwo, ale dobre rzeczy zdarzają ci się tylko wtedy, gdy sam jesteś dobry. Dobry? Może raczej uczciwy. Nie żeby zaraz przestrzegać prawa- dla rozrywki obrabowałabym grobowiec i ukradła monety z oczu nieboszczyka- chodzi o uczciwość wobec siebie. Rób co chcesz, bylebyś nie został tchórzem, kłamcą, emocjonalnym oszustem, dziwką; wolałabym mieć raka niż nieszczere serce.To nie kwestia pobożności, tylko zdrowego rozsądku. Rak może cię wykończyć, nieszczerość zrobi to na pewno.

po urlopie/ upał/ przepocony tramwaj/ zielona herbata/ piec włażący na kolana i patrzący w oczy z odległości dwóch centymetrów ;)

sobota, 28 maja 2011

"Taniec miłości Taniec śmierci" Patricia Butler


Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana.

&&&

Każdy mężczyzna szuka kobiety, która wchłonie jego wady tak, by nie zostały przekazane ich dzieciom. I tak mężczyzna ułomny poszuka sobie zdrowej, silnej kobiety; mężczyzna okaleczony będzie pragnął partnerki o wielkiej urodzie. W miłości najważniejsze jest bowiem nie posiadanie, lecz wzajemność i równowaga.

&&&

Powiem wam coś. Byłem myszką, która złapała kota.

&&&

(...) Klasyczny przypadek osób, które w jakikolwiek sposób związane są z alkoholikiem. Jane Woiritz w swojej książce "Adult Children of Alkoholics": napisała: "To tak, jakby w pokoju był słoń, ale nikt o tym nawet nie wspominał. Wszędzie walają się jego odchody, ale ty udajesz, że nic nie zauważasz."

&&&

Wspominając później wycieczkę z Paryża do Maroka, Pamela powiedziała: Obudziłam się pewnego ranka i przy basenie zobaczyłam przystojnego mężczyznę, który rozmawiał z dwoma Amerykanami. Natychmiast się w nim zakochałam. Po chwili uświadomiłam sobie, że to Jim. Nie poznałam go. Wstał wcześnie i zgolił brodę. Bardzo zeszczuplał i wyglądał zupełnie inaczej. Miło było zakochać się w człowieku, w którym byłam już zakochana.

&&&

Czy w twoim oknie świeci księżyc
Czy śmieje się w głos szaleństwo
Czy nadal możesz biegać po plaży
Patrzeć na skały w dole bez niego?

&&&

     Film, lekko drżący i zamazany, zaczyna się zbliżeniem czerwonych kwiatów w przezroczystym wazonie stojącym na nagrobku obok dwóch czarno - białych zdjęć w ramkach. Kamera przesuwa się potem na krucyfiks i figurę Chrystusa. Zaraz potem pojawia się Pamela - idzie powoli alejką wiodącą pomiędzy grobami. Ma schyloną głowę, a jej długie rude włosy zasłaniają twarz. Po chwili podnosi wzrok i rzuca w kierunku obiektywu zamyślone spojrzenie. Zaraz potem lekko zamazane zbliżenie pokazuje jej twarz. Mówi coś do Jima, który kręci film. Z ruchu jej warg można bez trudu wyczytać słowa: " Nie chcę się ruszać". Kamera porzuca więc niechętną do współpracy "aktorkę", która jednak szybko zmienia zdanie i powraca w zasięg obiektywu, tańcząc dziko wśród grobów z włosami wirującymi wokół głowy niczym ognisty sztandar.    
        Nagle Pamela znika za wielkim grobowcem. Jim przewiduje jednak jej ruchy i kręci jej nagłe pojawienie się i dalszy taniec. Nagle film zwalnia tempo. Wychodząc poza bramę cmentarza Pamela sprawia wrażenie, jakby pływała w gęstym płynie. Potem znów wiruje radośnie, śmiejąc się do Jima. On śledzi obiektywem każdy jej ruch, ona przewiduje jego każdy gest. W tym momencie tworzą idealny, doskonale zgrany zespół; para młodych kochanków bawiących się wśród kamiennych nagrobków.
        A potem film się urywa.




opalanie nad Wartą/ malowanie szklanego węża/ przeprowadzka/ oczekiwanie na powrót...

środa, 20 kwietnia 2011

"Opowieści kosmikomiczne" Italo Calvino



Dziś może jest inaczej, ale wtedy Księżyc, a raczej jego brzuch, jednym słowem ta jego część, która przesuwała się najbliżej Ziemi, prawie po niej szorując, pokryty był skorupą z ostro zakończonych łusek. Przypominało to brzuch ryby, nie tylko wyglądem, ale, o ile pamiętam, także i zapachem, który może nie był zapachem żywej ryby, może trochę delikatniejszy, jakby wędzonego łososia.

***

na dzień przed tym, zanim przeczytałam te słowa, zadałam pytanie: ciekawe, jaki jest zapach Księżyca? wymyśliłam sobie, że pachnie algami- tu mam odpowiedź i okazje się, że dużo się nie pomyliłam :) a działo się to gdy w Jego poświacie urywaliśmy z drzewa kwitnącą gałązkę do wazonu :) 

piątek, 25 lutego 2011

"1Q84/2" Haruki Murakami

Czechow powiedział, że jeżeli w opowieści pojawi się pistolet, to musi wystrzelić.(...) Chodziło o to, że nie należy wprowadzać do opowieści niepotrzebnych rekwizytów.

***


Urodzin się nie wybiera, ale można wybrać, jak się umrze.


***


Niewątpliwie nie ma sensu na nowo pisać przeszłości (...). Choćby się z wielkim zapałem i dokładnością na nowo pisało przeszłość, zasadniczo nie zmienią się okoliczności, w jakich człowiek obecnie się znajduje. Czas ma w sobie wielką moc całkowitego niwelowania narzuconych mu na siłę zmian. Na pewno nałożyłby swoje własne poprawki na te wcześniej wprowadzone, aż sytuacja odzyskałaby swój pierwotny bieg. Być może zmieniłoby się kilka drobnych faktów.


***


Jeżeli nie wierzysz w świat i jeżeli nie ma w nim miłości, wszystko jest tylko imitacją. W żadnym z tych światów, w żadnego rodzaju świecie w większości przypadków nie jest widoczna linia oddzielająca hipotezy od faktów. Można ją tylko zobaczyć oczami duszy.

***


Musisz przejść ciężką próbę. Kiedy ją przejdziesz, powinnaś wszystko zobaczyć we właściwej postaci (...). Nikt dokładnie nie wie, czym jest śmierć, dopóki naprawdę nie umrze.

***


Znów rozejrzała się powoli po pokoju. Zupełnie jak pokazowe mieszkanie, pomyślała. Czyste, w jednym stylu, jest w nim wszystko, co potrzebne. Lecz bezosobowe i obce, to jedynie i m i t a c j a. Gdyba przyszło mi umrzeć w takim miejscu, byłaby to niezbyt przyjemna śmierć. Ale czy śmierć może być przyjemna tylko dlatego, że zmieni się dekoracje? A poza tym na dobrą sprawę cały świat, w którym żyjemy, przypomina ogromne pokazowe mieszkanie. Wchodzimy tam, siadamy, pijemy herbatę, patrzymy na widok za oknem, a kiedy przyjdzie czas, kłaniamy się i wychodzimy. Meble, które tam stoją, to tylko przypadkowo zgromadzone imitacje. A księżyc za oknem może być przecież z papier mâché.


***


(...) ludzie tracą codziennie czterdzieści milionów komórek naskórka, które zamierają, złuszczają się i znikają w powietrzu jak niewidzialny drobny pył. Być może dla tego świata jesteśmy jak komórki naskórka. Jeśli tak, nie byłoby nic niezwykłego w tym, że pewnego dnia ktoś nagle znika.


***


Księżyc był sprzymierzeńcem ludzkości jeszcze przed wynalezieniem ognia, narzędzi i języka. Jak dana przez Boga lampa czasami jasno oświetlał pogrążony w ciemności świat, łagodząc strach. Jego fazy dały ludziom pojęcie czasu. Uczucie wdzięczności za tę bezinteresowną hojność księżyca pozostało wyraźnie zapisane w genach i odczuwane jest nawet w dzisiejszych czasach, które wyeliminowały ciemność z większości miejsc.


***


Chciała się znaleźć w jego ramionach. Chciała, żeby ją pieścił swoimi dużymi dłońmi. Chciała czuć jego ciepło na całym ciele. Chciała, żeby ją głaskał od stóp do głów. I żeby ją ogrzał. Żeby odegnał to przenikające ją na wskroś zimno. A potem żeby w nią wszedł i zdecydowanie wszystko w środku zamieszał. Jakby mieszał łyżeczką kakao. Powoli i do dna. Gdyby tak zrobił, mogłaby od razu na miejscu umrzeć. Naprawdę.


***

nieprzyzwoicie tani czwartek w muzie/ grzane wino w dragonie/ księżyc świecący w dzień/ podróż do warszawy/ nieopanowana ochota na kakao, którego nie lubię... ta książka została napisana dla mnie :)