Wciąż tuliła do siebie kota.
- Biedny przybłęda- powiedziała, głaszcząc go po łebku.- Biedny bezimienny przybłęda. To trochę uciążliwe, że nie ma imienia. Ale nie mam prawa dawać mu imienia, musi poczekać, aż będzie do kogoś należał. My dwoje po prostu spotkaliśmy się kiedyś nad rzeką i wcale do siebie nie należymy. On jest zupełnie niezależny i ja też. Nie chcę niczego mieć, dopóki nie znajdę takiego miejsca, w którym ja i otoczenie będziemy do siebie pasować. Nie wiem jeszcze, gdzie to jest, ale wiem, jak tam będzie.
(...)
Holly wysiadła z samochodu. Wzięła z sobą kota. Przytuliła go mocno, podrapała po łebku i zapytała:
- I jak ci się podoba? To chyba dobre miejsce dla takiego twardziela jak ty. Kubły na śmieci. Mnóstwo szczurów. Stada dzikich kotów do towarzystwa. No to spadaj- z tymi słowami postawiła go na ziemi. Nie ruszył się z miejsca, podniósł tylko swój chuligański pyszczek i spojrzał na nią pytająco żółtymi ślepiami pirata. - Powiedziałam wynocha!- Kot otarł się o jej nogę. - Spieprzaj!- krzyknęła, po czym wskoczyła z powrotem do auta, zatrzasnęła drzwi i rzuciła w stronę kierowcy- Jedziemy. Jedziemy. Jedziemy!
Byłem w szoku. (...)
- Mówiłam ci przecież. Wpadliśmy kiedyś na siebie nad rzeką, to wszystko. Oboje jesteśmy niezależni. Nigdy sobie niczego nie obiecywaliśmy. Nigdy nie...- tu jej głos się załamał, a pobladłą twarz nagle przeszył bolesny skurcz. Samochód stanął na światłach. Otwarła drzwi i zawróciła biegiem. Biegłem tuż za nią.
Jednakże kota nie było już na rogu, gdzie go zostawiliśmy. (...)
- O Jezu słodki. Należeliśmy do siebie. Był mój.
Obiecałem jej, że wrócę tu i odnajdę kota. (...)
Uśmiechnęła się nowym, smutnym i bladym uśmiechem.
- A co ze mną?- zapytała szeptem i znów zadrżała.- Strasznie się boję, skarbie. Wreszcie mnie to dopadło. Bo teraz wiem, że tak już może zostać i nigdy nie będę wiedziała, że coś jest moje, dopóki tego nie wyrzucę.
QQQ
- No cóż. Gryzie?
- Gryzie?
- Czy gryzie ciebie? W łóżku.
- Ależ skąd. A powinien?- Dodała konfidencjonalnie- Ale się śmieje.
- To dobrze. O to właśnie chodzi. Lubię jak facet widzi w tym coś zabawnego, większość tylko sapie i dyszy.
QQQ
- Nie wolno kochać dzikich zwierząt, panie Bell.- poradziła Holly. Doc popełnił ten błąd. Zawsze znosił do domu dzikie zwierzęta. Jastrzębia ze złamanym skrzydłem. Albo kiedyś nawet dorosłego rysia ze złamaną łapą. Ale nie można oddawać serca dzikim stworzeniom: im bardziej się je kocha, tym silniejsze się stają. Mają siłę, żeby uciec do lasu. Albo polecieć na wyższe drzewo. A wreszcie wzlatują pod niebo. Tak to się kończy, panie Bell. Jeżeli pokocha pan dzikie stworzenie, już zawsze będzie się pan wpatrywał w niebo.
QQQ
Każdy ma prawo do miłości. Jestem za tym całym sercem. Zwłaszcza, że teraz już dość dobrze wiem, co to jest miłość. Bo naprawdę kocham Jose. Jest serdeczny, potrafi mnie rozśmieszyć i wyrwać z dołów. W sumie nieczęsto mi się już teraz zdarzają, tylko raz na jakiś czas, ale nawet wtedy nie muszę łykać Seconalu ani wlec się do Tiffany'ego, wystarczy, że zaniosę jego garnitur do pralni albo zrobię nadziewane grzyby i czuję się świetnie, po prostu doskonale. Wyrzuciłam też wszystkie horoskopy. Wydałam chyba po dolarze na każdą cholerną gwiazdę w tym cholernym planetarium. To zabrzmi strasznie drętwo, ale dobre rzeczy zdarzają ci się tylko wtedy, gdy sam jesteś dobry. Dobry? Może raczej uczciwy. Nie żeby zaraz przestrzegać prawa- dla rozrywki obrabowałabym grobowiec i ukradła monety z oczu nieboszczyka- chodzi o uczciwość wobec siebie. Rób co chcesz, bylebyś nie został tchórzem, kłamcą, emocjonalnym oszustem, dziwką; wolałabym mieć raka niż nieszczere serce.To nie kwestia pobożności, tylko zdrowego rozsądku. Rak może cię wykończyć, nieszczerość zrobi to na pewno.
po urlopie/ upał/ przepocony tramwaj/ zielona herbata/ piec włażący na kolana i patrzący w oczy z odległości dwóch centymetrów ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz